Rozmowa z Salmą, tancerką sceniczną, instruktorką i choreografem Belly Dance z Katowic.
- Niestety nie mam już tych fotografii, które dziadek przywoził z Nigerii. Pracował tam w latach 70. jako spawacz w rafinerii naftowej. Prawie całe swoje dzieciństwo spędziłam z dziadkiem. Był i do tej pory jest dla mnie dużym autorytetem, jego wspomnienia wypełniały moją wyobraźnię. Opowiadał mi na przykład o wielkich pająkach, które ze strachu kuliły się, a ich pancerz był tak wytrzymały, że nawet jeep nie mógł ich rozgnieść. Jego myśli zawsze krążyły wokół ludzi, z którymi pracował. Spędzał w Afryce 7-8 miesięcy w roku. To od opowieści dziadka zaczęła się moja fascynacja islamem. Ubłagałam rodziców, by pojechać do „ciepłych krajów” i od tamtej pory, od15 lat spędzam tam wakacje. Zafascynowana archeologią długi okres czasu spędziłam w Egipcie, ale pierwszy raz taniec orientalny zobaczyłam w Turcji. Pamiętam dużą panią, która bardzo szybko uderzała biodrami, w następnym pokazie użyła woal i to był klucz do mojego serca. Miłość od pierwszego wejrzenia. Po powrocie do Polski na balu przebierańców w szkole koniecznie chciałam wyglądać jak tamta tancerka. Nie znaleźliśmy odpowiedniego stroju więc przebrałam się za motyla. Miałam żółtą bluzkę, fioletowe getry i skrzydła uszyte z podszewki sukni ślubnej mamy. Możemy to uznać za pierwszy prekursorski pokaz tańca ze skrzydłami w Polsce ;) miałam wtedy 9 lat.
- Jaki styl tańczysz teraz?
- Kocham Umm Kalusom, ale wiem, że jestem jeszcze do tego stylu za młoda i na pełny wyraz muszę poczekać. Wiem również, dzięki moim wspaniałym nauczycielom, że nie muszę się z niczym spieszyć. Nie ma konkretnego stylu, na który bym się zamknęła. Tańczę Raks Sharki, staram się poznawać różne techniki i wariacje tego tańca. Nie można przecież nauczyć się paru ruchów z danego stylu i stwierdzić, że znam ten styl i swobodnie się w nim poruszam, bo do jego poznania jest długa droga. Uwielbiam folklor! Melaya, Fellahi, Zar, Dabke, Khaleegy, Saidi. Stroje, mimika, taniec gestów, spojrzeń spełniam się w tym. Tańczę również z rekwizytami. Jest to dla pokazu swego rodzaju uzupełnienie a dla mnie odskocznia. Woale, skrzydła, veil poi, zille połączone z shamadanem mieczem, czy też z paterą ze świecami na głowie, to akcesoria, z którymi najczęściej można mnie zobaczyć.
- Czy tańczysz w domu dla rodziny, albo np. na weselach?
- Moich najbliższych na samym początku obsypywałam pokazami tanecznymi. Robiłam scenę w domu, stawiałam krzesła dla rodziców, wszystko było ozdobione chustami, woalami. Ja w swoim stroju dawałam im co niedzielne pokazy tańca. Od tego czasu, wiele się zmieniło. Mama, jako mój menager jest ze mną zawsze podczas pokazów, tata ogląda wersje robocze w domu. Tańczymy z mamą podczas gotowania, to nasz rytuał.
Bardzo często tańczę na weselach i poprawinach. Na pewno nie stanie się to częścią tradycji polskiej. Pokaz tańca orientalnego na weselu jest inspiracją zaczerpniętą z wakacyjnych wojaży. Zdarzyło mi się, że „młodzi” także byli zafascynowali tą kulturą i tak sobie wymarzyli swoje wesele. Dużo tutaj zależy od fantazji organizatorów.
- Jak taniec zaczął się w Twoim życiu?
- W przedszkolu była rytmika… Gdy miałam 9 lat zobaczyłam w Turcji bellydance z woalem. W Polsce nie było wtedy takich kursów więc mama zapisała mnie na taniec towarzyski, ale ja rosłam szybciej od partnera. Potem była salsa, którą lubię nadal, a teraz jest balet. W międzyczasie zajmowałam się aktorstwem, w liceum grałam w grupie teatralnej „Awatara”, zresztą głównie role mężczyzn. Wzięliśmy udział w Przeglądzie Teatralnym Niepublicznych Szkół w Szczecinie, gdzie zostałam wyróżniona za wcielenie się w rolę Pana Higinsa z powieści G. Show. Moi rodzice bardzo pomagali mi w spełnieniu moich marzeń, za co im bardzo dziękuje. Wiedząc wcześniej o festiwalach swój urlop podporządkowywali do ich terminów. Obecnie studiuję taniec orientalny w Tanzakademie Cifuentes w Berlinie, w ramach dwuletniego szkolenia instruktorskiego CATT-Certified Academic Teacher’s Training, gdzie poszczególnego stylu, pracy z danym rekwizytem uczą mnie mistrzowie z całego świata.
-Mimo nieznajomości tego tańca, dużo osób przychodzi do Ciebie na zajęcia…
-… i pytają mnie na przykład o to, czy muzułmanki się tatuują, czy mają kolczyki w pępkach lub jak wygląda sprawa antykoncepcji. Oprócz tańca, na lekcjach poznajemy zupełnie inną od naszej kulturę islamu. Opowiadam o filozofii, która mnie fascynuje, o statusie kobiety w krajach Bliskiego Wchodu. Niektóre kobiety uczestniczące w zajęciach w ogóle nie interesuje kultura lecz tylko taniec, one też mają szansę dobrze opanować technikę i wyraz. Staram się, aby każde zajęcia wprowadzały jakiś nowy element. Raz w miesiącu prowadzę lekcję niespodziankę, na której np.: uczę panie trudnej sztuki chodzenia na obcasach (wtedy na sali pojawiają się zmysłowe, pewne siebie, kołyszące z gracją biodrami kobiety z błyskiem w oku). Oczywiście potem tą umiejętność wykorzystujemy w tańcu. Są też zajęcia, które poświęcamy prezencji na scenie. Była też lekcja wizażu ze szczególnym naciskiem na makijaż oczu.
Najpiękniejsze i najciekawsze na moich zajęciach są właśnie kobiety. Przychodzą przygarbione, czasami nawet przestraszone; obserwowanie ich przemian sprawia mi ogromną przyjemność. Z upływem czasu stają się radosne, wyprostowane, po prostu piękne i zaczynają to dostrzegać. Tutaj nie liczy się wiek czy aparycja. Liczy się wytrwałość, bo dzięki niej można osiągnąć niezwykłe rezultaty. Panie, te nawet w pełni kobiece i dojrzałe odzyskują seksapil, lekkość baletnicy. Taniec brzucha jest dla pań prawdziwym zastrzykiem energii, ale też pozwala na całkowite odprężenie i rozluźnienie mięśni. Tak czy inaczej pozwala im zapomnieć o troskach i wyjść z zamkniętego kręgu diet… Są kobiety, które przyciąga moda na taniec brzucha, inne chcą po prostu zmian w swoim życiu.
- A czy w polskim środowisku tańca orientalnego jest duża rywalizacja i zawiść? Zwłaszcza, gdy ktoś po roku nauki sam zaczyna uczyć innych?
- Rywalizacja jest normalnym i zdrowym odruchem pojawiającym się na wszystkich płaszczyznach naszego życia, i tak naprawdę od nas zależy, czy nas pochłonie bez reszty, czy też stanie się silnym impulsem motywującym nas do wytężonej pracy. Zawiść budzi w ludziach niekontrolowane emocje, które często okazują się błędne…
Czy ktoś po roku nauki może zacząć uczyć tańczyć?
„Śpiewać każdy może, czasem lepiej lub czasem gorzej..(…)” śpiewał Stuhr. W moim odczuciu rok czasu, to zbyt krótki okres, aby uczyć innych, ale jeżeli kogoś chęć dzielenia się wiedzą wręcz rozpiera powinien rozpocząć swoją karierę od uczenia swoich najbliższych.
I dalej kształcić się u wielu nauczycieli, aby mieć spektrum porównawcze. I pamiętajmy o jednej rzeczy, iż to, że potrafię tańczyć wcale nie musi oznaczać, że będę dobrym nauczycielem.
- Ćwiczysz również balet i salsę… dlaczego właśnie bellydance jest najważniejszy?
- To miłość od pierwszego wejrzenia, lekkość wolnego ptaka i radość, której nie da się opisać słowami. Energia przepływa przez całe ciało, unoszę się w powietrzu. Jest to mój unikalny język ciała, tańcząc nie myślę nad ruchami. Daję ponieść się emocjom, które rodzą się we mnie.
Lecz za każdym razem kiedy wychodzę na scenę w moim brzuchu ożywają motyle, a nogi są jak wata cukrowa. To wszystko jednak mija po pierwszym takcie muzyki.
Taniec orientalny jest jak czerwona róża… Czasami łączę te dwie piękności tańcząc na przyjęciach urodzinowych.
- I śpiewasz „happy birthday to you” wyskakując z tortu?
- Zdecydowanie nie! Z pudełka też nie wyskakuję. Nie wyobrażam sobie również tańczyć na wieczorkach kawalerskich, chociaż zdarzyło mi się tańczyć na wieczorach panieńskich. Jest wiele tancerek brzucha. W tej chwili rodzą się jak grzyby po deszczu, cóż są Tancerki i tancerki…
- Występowałaś za granicą?
- Obecnie przygotowuję się do konkursu w Berlinie i to będzie prawdziwy występ za granicą.
Tańczyłam owszem w Egipcie, Turcji, Tunezji… jako zwykła turystka, tak jak większość z nas podczas wakacji. Tańczyłam również na scenach otwartych podczas warsztatów, ale każdy mógł , wiec się nie liczy;) Będąc na wakacjach w krajach orientalnych zawsze szukam restauracji z pokazami i muzyką na żywo. Kiedyś w zagrali moją ulubioną piosenkę więc zaczęłam ją śpiewać ( mało kto na szczęście słyszał, bo nie mam talentu wokalnego!). No, i tancerka wyciągnęła mnie na środek.
- Jaka była reakcja?
- Wszyscy byli zaskoczeni, tancerka i orkiestra też. Rzadko się zdarza, aby turystka na Bliskim Wschodzie wiedziała coś więcej o tańcu , nie licząc dropa, shimmes ramionami i paru innych ruchów. Czasami zdarza się, iż sam pokaz jest niskiej jakości. Przeciętny Kowalski oglądając taki show przyjmuje to jako pewnik, a potem obraz tańca brzucha pozostaje w pamięci taki, a nie inny. Niestety niskiej jakości pokazy tworzą w mentalności ludzkiej niechęć do samego tańca i niekiedy pogardę dla tancerek.
- Kiedy mówię znajomym, że lubię muzykę orientalną patrzą na mnie ze zdziwieniem.
- Miłość do tańca rozpoczyna się miłością do muzyki; jeżeli jej nie lubisz, nie zatańczysz. Tancerka musi wiedzieć o czym jest utwór do którego tańczy, czasami radosna melodia może kryć bardzo cierpkie słowa, zbyt głębokie myśli… Europejczycy przyswajają najłatwiej pop, shaabi, elektro i techno.
- Tańczysz arabskie techno?
- Zdarza mi się, wtedy wychodząc na scenę zakładam jeansy.
- Co myślisz o fuzjach z tańcem brzucha?
- Podziwiam tribal, ale to nie jest styl, w którym mogłabym się odnaleźć. Tancerka klasycznego tańca orientalnego tańczy dla publiczności. Tancerka tribal tańczy dla siebie, a publiczność może popatrzeć - tę subtelną różnicę odkryły przede mną koleżanki po fachu, tak zwane Tribalki. Ja wykonuję salsę-orient, przymierzam się do połączenia tanga argentyńskiego z orientem: dwie namiętności zamknięte w jednym ciele. Już czuję te emocje.
- Czy taniec brzucha łączy coś z flamenco?
- Ogromny wkład w powstanie obu włożyli Cyganie. Podobny jest język dłoni i trzymanie prostej, sprężystej postawy. Poza tym śpiew. We flamenco na pewno nie jest on czysto europejski. Flamenco wyzwala we mnie bardzo silne emocje. Patrząc na artystów, przesiąkam ich ekspresją, płaczę i zawsze mam gęsią skórkę.
- Niektórzy tancerze negują choreografię, stawiając na improwizację.
- Kiedy uczysz się chodzić, mama pokazuje ci pierwsze kroki. W tańcu jest tak samo. Na samym początku choreografia jest bardzo ważna. Z czasem, czując się pewniej, można układać własne kompozycje, czerpiąc od innych. Jeśli nie odtwarza się wprost cudzej choreografii, to można powiedzieć np., że jest ona „inspirowana”. W moim odczuciu należy dążyć do improwizacji.
- Twój największy sukces?
- Na każdym etapie mojego życia sukces ma inny smak i wymiar. Radość przynoszą zupełnie różne od siebie rzeczy. To zależy, co uznajemy za sukces: pieniądze czy sam splendor. Oczywiście wygrana w konkursie lub zajęcie dobrego miejsca jest dla artysty największym wyróżnieniem i nagrodą za dotychczasową ciężką pracę. I również jest to dla mnie jedna z masek sukcesu. Innym wcieleniem sukcesu jest cudowny uśmiech dzieci, które wprowadzam w wolny od smutku świat muzyki i tańca, dzięki współpracy z różnymi fundacjami. Ten uśmiech mnie uskrzydla i daje mi siłę w chwilach zwątpienia…
Nauka tańca jest jak nauka języka obcego, jeżeli jej nie kontynuujemy wygasa we wnętrzu tancerki. Sukcesem jest to, aby twój język był zawsze płynny i ewaluował razem z tobą.
Mój mały osobisty sukces to również certyfikat barmana, chciałabym zrobić „mastera”, ale niestety brakuje mi czasu, jest to moja druga pasja. Kolejna, to gotowanie i jedzenie, kocham włoską kuchnię. Spaghetti jest moim głównym posiłkiem codziennie, dzięki odziedziczonym po tacie bardzo szybkim metabolizmie nigdy nie zwracam uwagi na kalorie.
- Potrafisz żonglować butelkami?
- Uczę się tego. Na razie skupiam się na miksturach, ale kto wie, może kiedyś połączę te dwie umiejętności. I stworzę nowy trend w belly dance ;)?
Z Salmą rozmawiał Mariusz Kusion, Katowice, 21czerwca 2008 r.
www.salma.pl