Historia Flamenco

Posted by admin On Kwiecień - 4 - 2011

Brzęk kastanietów, szelest falbaniastych sukni we wszystkich kolorach tęczy, chropowaty głos śpiewaka, wino w tawernie – to tylko przedsmak flamenco. Taniec (baile), wirtuozeria gitary (toque), śpiew (cante) i styl bycia. Wszystko to odnajdujemy w sztuce flamenco, która wywodzi się z południa Hiszpanii oraz… z Indii. Zanim w XX w. flamenco oczarowało cały świat, powstawało w tawernach, kuźniach i wydrążonych w białej skale domach, gdzie żyli odrzuceni przez społeczeństwo Romowie i Muzułmanie. Tańcząc i śpiewając, wyrażali swój ból i nabierali otuchy. To dlatego we flamenco czuć zarówno radość, jak i smutek, namiętne porywy energii i kojące uspokojenie.

Pochodzenie i dzieje flamenco są niejasne i pełne tajemnic. Zupełnie jak splątane łuki melodyczne wprost spod arabskich namiotów czy leniwy dym cygar w andaluzyjskich cafés cantantes. A może bardziej jak wybijanie rytmu stopami przez tancerkę na zimnej posadzce hinduskiej świątyni? Pewne jest, że flamenco ostatecznie powstało właśnie w Andaluzji ze zderzenia archetypowych składników kultur, które z czasem pojawiały się na Półwyspie Iberyjskim. Do dziś flamenco pobrzmiewa echem sztuki z trzech kontynentów.

NA POCZĄTKU BYŁ TANIEC ?
Andaluzję od zawsze pomieszkiwały różnorodne ludy: Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, Wizygoci, Kartagińczycy, Maurowie, Żydzi i Cyganie. Dla rozrywki bogatych Rzymian, wprost z Kadyksu, sprowadzano do stolicy Imperium Romanum najlepszych muzyków i temperamentne tancerki. Już w I w. n.e. pisano o interesujących tańcach z Andaluzji, w których klaszcze się i pstryka palcami. Musiały one rzeczywiście budzić podziw, skoro samo słowo „flamenco” prawdopodobnie pochodzi z łaciny. „Flamma” znaczy ogień.

Piętnaście wieków później, gdy to Hiszpania rządziła południem Włoch, muzyka neapolitańska i włoski balet wywarły swoje piętno na iberyjskiej kulturze. Ale w międzyczasie, wraz z postępem chrześcijaństwa na Półwyspie Iberyjskim, folklor Hiszpanii przyjął elementy bizantyjskiej liturgii wraz z chorałem gregoriańskim. Andaluzja to kraina, która była i jest wierząca i pogańska, trochę arabska i nieco romańska, jednocześnie katolicka i muzułmańska. Również dziś obok siebie stoją tu meczety, synagogi i kościoły. Niektórzy chrześcijanie, zwani mozarabami, przyjmowali arabskie zwyczaje i mowę, a muzułmanie – chrzest (moryskowie). Jedni i drudzy – z przekonania lub ze strachu. Osiem wieków panowania Maurów nie mogło przejść bez śladu. Jego najbardziej widoczną pozostałością jest wspaniała architektura, na czele z Alhambrą, pałacem kalifów w Granadzie.

Granada była ostatnim bastionem Maurów w Europie. Począwszy od jej zdobycia w 1492 r. katoliccy władcy Hiszpanii zaczęli napiętnować pozostałych jeszcze na Półwyspie innowierców: Maurów, Arabów i Żydów. Wielu z nich schroniło się w trudno dostępnych górach Andaluzji, gdzie wkrótce ich los wygnańców podzielili Cyganie. Do dziś, w samej Andaluzji i na świecie, sporo tancerek flamenco ćwiczy taniec orientalny i indyjską klasykę. Powstają fuzje tych stylów, n.p.: flamenco arabico czy indoflamenco. To tak, jakby przez egzotykę flamenco wracało do swoich korzeni. Echem kultury arabskiej są we flamenco charakterystyczne łańcuchy melodyczne, melancholia w melizmatycznym śpiewie oraz zmysłowość w tańcu. Spaloną słońcem Andaluzję zamieszkują do dzisiaj zarówno Gitanos czyli Cyganie, jak i Payos czyli nie-Cyganie. Taki andaluzyjski tygiel kultur miał ogromny wpływ na powstanie flamenco. Jednak o tej sztuce można zacząć mówić dopiero od około 1425 r., kiedy to w Andaluzji…

POJAWILI SIĘ CYGANIE.
Ten tajemniczy naród wywędrował w świat prawdopodobnie z Indii na przełomie VIII i IX w n.e. Kręte ścieżki cygańskiej wędrówki do Europy wiodły przez: Persję, Afrykę, Armenię i Grecję. Romowie z twórczą nonszalancją mieszali melodie zasłyszane w Indiach, Turcji i Afryce z bizantyjskimi psalmami oraz europejskim folklorem. Korzenie flamenco sięgają więc starożytnych tańców Bliskiego Wschodu ku czci bogów. Dla obu tych stylów wspólne są m.in.: duża porcja obrotów i nagłe zastyganie w wyszukanych pozach. Wielu badaczy wskazuje na prapoczątki flamenco w kathak, klasycznym tańcu hinduskim. W dzisiejszej plastyce ruchu flamenco można bowiem odnaleźć wiele elementów kathak, takich, jak bogata ornamentyka ramion, dłoni i palców oraz używanie nóg jako instrumentu perkusyjnego.

Do XV w. Cyganie nie opuszczali Bałkanów, po czym szybko rozproszyli się po całej Europie. Pierwsza wzmianka o Romach w Polsce sięga 1401 r. i pochodzi z Krakowa. Około sto lat później Cyganie dotarli na statkach Hiszpanów i Portugalczyków do Nowego Świata. Zanim jednak zaczęli zapożyczać nowe melodie z Ameryki Łacińskiej, to w Andaluzji odkryli, coś czego brakowało im w innych częściach Europy. Tutaj Cyganie odnaleźli inspirację, by ich azjatyckie dziedzictwo na nowo eksplodowało, tworząc podstawy współczesnego flamenco.

12 stycznia 1425 r. król Alfons V Aragoński wystawił pismo, które jako pierwszy dokument poświadcza obecność Cyganów w Hiszpanii. Ten glejt umożliwiał Don Johanowi de Egipte Menor swobodne poruszanie się po Hiszpanii przez trzy miesiące. Zdaniem niektórych flamencologów początki sztuki flamenco sięgają później, bo XVI w. i emigracji do Hiszpanii Cyganów z Flandrii, od której zresztą przy okazji ma wywodzić się samo słowo flamenco. Jeszcze inni badacze uważają, że u źródeł etymologii flamenco leży słowo „flamandczyk”. Wyraz ten w XVI w. oznaczał osobę sprytną i perfidną. W tym okresie na hiszpańskim dworze dominowała bowiem znienawidzona przez lud flamandzka szlachta. A ponieważ wówczas Cyganów uważano powszechnie za oszustów, kanibali i złodziei, ich twórczość nazwano „flamenco”. Jeszcze inni badacze doszukują się źródłosłowia flamenco w starocygańskim „flaman”, co znaczy „jasność”, „dobroć”, ale też „sprośność”.

FLAMENCO CZYLI BÓL ISTNIENIA.
Początkowo, w XV stuleciu, władze w całej Europie przychylnie traktowały Cyganów. Ludzie witali ich z ciekawością, a możnych opiekunów znajdywali na dworskich ucztach. Jednak odmienne obyczaje, kolor skóry i zbyt luźne podejście do życia szybko ściągnęło na ten naród prześladowania. W 1492 r. skończyły się rządy Maurów na Półwyspie Iberyjskim. W 1499 r. katoliccy monarchowie zjednoczonej Hiszpanii, Izabela i Ferdynand, nakazali Cyganom posłuszeństwo systemowi feudalnemu, osiedlenie się i znalezienie uczciwej pracy lub – opuszczenie kraju. Od tego momentu, aż do końca dyktatury generała Franco w 1975 r., władze Hiszpanii dążyły do zasymilowania Cyganów i przerobienia ich na społecznie użytecznych obywateli. Od XVIII w. Romów osiedlano w odrębnych dzielnicach miast (tzw. Gitanerías). Np.: Triana w Sewilli, Calle de la Comadre i Callejón de Lavapies w Madrycie czy Santa María w Kadyksie. W Granadzie Cyganie zamieszkiwali jaskinie drążone w białych zboczach wzgórza Sacromonte.

Prześladowani Cyganie i Maurowie żyli obok siebie przez cały XVI w., na marginesie społeczeństwa i daleko od ziemi przodków. Znalazło to wyraz w tematyce i charakterze ich sztuki. Treść wykonywanych przez nich pieśni wyrażała ból, przygnębienie i samotność. Wszystko po to, by odreagować i doznać oczyszczenia z negatywnych z emocji. Podobno słowo „flamenco” pochodzi od fellahmengu, co w arabskim dialekcie oznaczało wyrzutka, kogoś wykluczonego. Murzyni w Ameryce stworzyli blues, a w drugiej połowie XX w. hiphop. Cyganie w Hiszpanii do swojego szarego i trudnego życia chcieli wnieść szczyptę piękna, wyrażając ciężki los poprzez taniec oraz smutne, stonowane pieśni i mimikę podczas ich wykonywania. Oczywiście były też pieśni wesołe, ale z początku było ich o wiele mniej.

TAK POWSTAŁO CANTE JONDO…
czyli „pieśń głęboka” zwana też cante grande (pieśń wielka). Ten styl do dziś wielu Andaluzyjczyków uznaje za jedyne słuszne flamenco. Cante jondo ze swoimi barokowo ozdobnymi frazami melodii jest trudne do wykonania na jednym oddechu. Z reguły we flamenco linia melodyczna śpiewu nie pokrywa się z rytmem akompaniamentu. Poza tym podobnie jak w śpiewie indyjskim stosuje się we flamenco modulację poprzez dysharmonię oraz bardzo wąski zakres melodyczny, niekiedy mieszczący się w ramach seksty. Oprócz typowo arabskiej melizmatyki używa się mikrotonów, które dla przeciętnego słuchacza mogą wydawać się fałszowaniem. Nie wiemy, co było na początku – śpiew czy taniec? Tradycja uznaje, że pierwotnie śpiewak nie miał akompaniamentu. Towarzyszyło mu proste wystukiwanie rytmu (np.: klaskanie w dłonie – palmas, strzelanie do rytmu palcami – pitos). Z czasem wykształciły się pozostałe formy wyrazu we flamenco: specjalnie strojona gitara i taniec (baile) ze stepowaniem (zapateado). Pieśń flamenco pozostaje do dziś bardziej ekspresyjna niż estetyczna. Szeroko otwarte usta, krzyk, zamknięte oczy, wygięte palce… Mowa ciała i mimika pieśniarza podczas występu, wyrażają więcej od melodii i słów. Publika znacznie łatwiej i głębiej przeżywa śpiew, widząc wykonawcę na żywo, niż słuchając go z nagrań.

FLAMENCO KSZTAŁTOWAŁO SIĘ BARDZO POWOLI.
Jego podstawowe formy powstały od XV do XIX w. – w cygańskich domach drążonych w skale Sacromonte, w tawernach, kuźniach i więzieniach. Czyli wszędzie tam, gdzie Cyganie żyli i pracowali w swoim hermetycznym światku. Występy flamenco miały kameralny charakter, a artyści nie tworzyli dla zarobku. Zwykle Cyganie po dniu pracy w kuźniach i fabrykach tytoniu zbierali się konspiracyjnie w domach lub sobie tylko znanych zaułkach, by potańczyć, pogadać, pośpiewać i popić. Takie spontaniczne spotkania (juergas) do dziś bliskie są jazzowym „jam session”. Repertuar juergas zależy od tego, jaki nastrój i instrumenty mają jej uczestnicy, ale najważniejsza rola i tak zawsze przypada śpiewakom (cantaores). Jeśli podczas juergas akurat nikt z sąsiedztwa nie miał gitary, to Cyganie radzili sobie, wyklaskując rytm (palmas) w sposób dźwięczny (sonido) albo seco, tzn. o głuchym dźwięku. Strzelali palcami (pitos) lub wybijali rytm kostkami palców o blat. Niektórzy uważają palmas za osobną formę wyrazu we flamenco. To rytm (compas) pozostaje fundamentem sztuki flamenco, ważniejszym nawet od melodii. We flamenco występują trzy rozliczenia rytmiczne: podwójny, potrójny i dwunastkowy. Rytmy na 2/4. lub 4/4. używa się w takich palos (stylach), jak: rumba, tangos, tientos, tanguillos i zambra. Rytmy na 3/4. są typowe dla: fandangos i sevillanas, co podkreśla ich niecygański rodowód, gdyż rozliczenia takie są powszechne w cywilizacji Zachodu, lecz nie w muzyce hinduskiej czy arabskiej. Właściwe unikalnie dla flamenco jest zawiłe rozliczenie rytmu na dwanaście (zwykle w postaci 6/8. + 3/4., a czasami 12/8.). Dwunastkowy cykl rytmiczny jest bardzo urozmaicany przez rozkładanie akcentów i różne tempo w poszczególnych palos.

Wydawane Cyganom w nowożytności zakazy noszenia tradycyjnego ubioru, używania języka romani i wykonywania cygańskiej muzyki zepchnęły flamenco do podziemi. Od XVII w. cygański dorobek twórczo ścierał się z folklorem Hiszpanów i emigrantów z Ameryki, co skutkowało nowymi formami tańca i śpiewu. Powstała farruca (o rodowodzie asturiańsko-galicyjskim), guajira (tj. efekt spotkania flamenco z latynoskim żywiołem). Melodia pieśni ewoluowała, ale ich tematyka pozostała prawie niezmieniona do dzisiaj. W pieśniach nie tylko wyrażano uczucia i protest, ale również opisywano miasta, pejzaże, codzienne zdarzenia, pracę. Każda z prowincji Andaluzji ma własne lokalne pieśni. Na przykład: Granada – granadinas, Sewilla – sevillanas. Pierwsza pisemna wzmianka o flamenco pochodzi z książki pióra Jose Cadalso pt.: „Caritas Marruecas” z 1774 r. Okres represji Cyganów i flamenco złagodził wydany 11 lat później edykt Karola III. Nowe zasady tolerancji pozwoliły cante jondo oraz tańcu pokazać się szerszej publiczności. Od tej chwili…

FLAMENCO WYCHODZI Z PODZIEMI NA SCENĘ.
Pierwszy, hermetyczny etap ewolucji flamenco (do połowy XIX w.) geograficznie miał miejsce w trzech regionach Andaluzji: w Sewilli (dokładnie w dzielnicy Triana), w Kadyksie i Jerez de la Frontera. Tam rozwijały się cante jondo i towarzyszący im taniec. Z czasem cante jondo nabierało coraz lżejszego charakteru, przekształcając się w cante chico (głównie w rejonie Kordoby, Malagi i Granady).

Złoty okres flamenco (edad de oro) nastał wraz z powstaniem pierwszych cafés cantantes. Pomiędzy 1869 a 1910 r. w tych lokalach ludzie ze wszystkich warstw społecznych spotykali się specjalnie po to, by w ciepłej atmosferze zadymionego od tytoniu powietrza o smaku wina i kwiatów, podziwiać artystów flamenco i doznawać Duende – tajemniczego ducha tej sztuki. Duende jest esencją flamenco, ale nikt nie potrafi prosto wyjaśnić, co oznacza. To dziwna moc, trochę boska, trochę pogańska, która pojawia się, gdy wykonawca jest zanurzony w swoich uczuciach i wnętrzu. Wtedy może nim zawładnąć niepohamowana moc, która sprawia, że w każdym słowie i geście czuć czyste emocje, bez względu czy są dobre, czy złe. Federico Garcia Lorca pisał o Duende, cytując słowa starego gitarzysty: „Duende nie bierze się ze strun głosowych. Przenika do ciebie z ziemi przez skórę stóp”. Do cafés cantantes przenieśli się z prywatnych patio pierwsi wykonawcy flamenco oraz publiczność. To właśnie w takich knajpach ostatecznie uformowały się podstawowe reguły śpiewu (cante) i tańca flamenco (baile), a gitara dzięki Ramonowi Montoyi (1880-1949), zaistniała jako instrument solowy. Ten słynny muzyk zaadaptował zupełnie nowe techniki gitarowe, otwierając drogę w przyszłości takim gwiazdom, jak Paco de Lucia i Tomatito. Natomiast Silverio Franconetti, włoski marynarz, zapisał się w historii jako pierwszy znany pieśniarz flamenco, który opanował wszystkie palos. W tańcu mężczyźni zaczęli głównie stepować, a kobiety w powłóczystych sukniach o wszystkich kolorach tęczy hipnotyzowały publikę ruchem górnych partii ciała i wijącymi się wężowo rękami, nieco jak w tańcu indyjskim czy orientalnym.

Odwiedzając Barcelonę, w „Vilia Rosa”, jednej z najbardziej znanych café cantantes, szukał talentów sam Siergiej Diagilew, legendarny impresario baletowy, który promował genialnego baletmistrza, Wacława Niżyńskiego. „Vilia Rosa” w międzywojniu znana była nawet jako „świątynia flamenco”. To tutaj La Chicharra wykonywała crispin, zapomniany już taniec Cyganów z Katalonii, w którym tancerka zdejmowała po kolei po jednej części kostiumu, zostawiając na sobie tylko ostatnią, wewnętrzną warstwę spódnicy. Trini Borrul przerobiła ten humorystyczny taniec na striptiz. Może to właśnie w „Vilia Rosa” pewna Cyganka wywróżyła Diagilewowi, że kiedyś się utopi? Przepowiednia się sprawdziła.

Technika tańca flamenco nie była w XIX w. tak skomplikowana jak obecnie. Dopiero w pierwszej połowie XX w. wielcy wykonawcy: Carmen Amaya i Vincente Ecscudero, nasycili taniec flamenco nowymi figurami. Carmen Amaya (1913-1963) zaczęła tańczyć flamenco w wieku sześciu lat. Stała się bardzo sławna w Europie i w obu Amerykach. Na audiencji przyjmowali ją m.in. prezydent USA – Theodor Roosevelt i królowa angielska. Amaya wystąpiła też w wielu filmach, gdzie czarowała gracją i temperamentem.

UPADEK.
Flamenco komercjalizowało się. Złoty okres w XIX stuleciu przyniósł tej sztuce szybki rozwój i ogromną popularność, również poza Hiszpanią, jednocześnie popychając tradycyjne flamenco puro ku formie kiczowatego show w kolorowej oprawie. Byle przyciągnąć turystów. Pokazy flamenco, nabierając coraz większego rozmachu, przed coraz liczniejszą widownią, trafiły na specjalne estrady – tablos flamencos. Natomiast na deski teatru flamenco wprowadził śpiewak Antonio Chacon (1869-1929), który ściśle współpracował z wirtuozem gitary, Ramonem Montoyą. Przy takiej konkurencji w ciągu pierwszych dwudziestu lat XX w. wszystkie cafes cantantes zniknęły. Flamenco odcięto od korzeni i wyjawiono z cygańskiego żywiołu, który ograniczył się do sztywnych choreografii i powtarzanych stale elementów. Powiew artystycznego i intelektualnego odrodzenia sztuki flamenco przyszedł z wybitnymi osobowościami. Manuel de Falla, Ramon Montoya, Federico Garcia Lorca, Rafael Alberti i inni zaczęli organizować festiwale i konkursy flamenco. Pierwszym z nich był Concurso Cante Jondo w Granadzie (13-14 czerwca 1922 r.). Nie zmienił on jednak sytacji. Nadal w całej Hiszpanii kwitły wystawne i komercyjne Ópera flamenca. Nazwa utarła się, gdy jeden z impresariów zauważył, że mniejszy podatek płaci się od spektakli operowych, niż od teatralnych czy tanecznych.

Federico Garcia Lorca jako pierwszy zaczął tworzyć tomiki poezji inspirowane nastrojem i układem zwrotek pieśni flamenco. Lorca – poeta, pianista, dramaturg i malarz nazywał flamenco rytualnym tańcem ognia i wody, pełnym dumy i dzikości, wyrażającym szaleństwo i pragnienie. Jego wiersze wyrażają esencję cante jondo: namiętność, dumę, samotność i tragizm. Zresztą nie tylko sztuka Lorci, ale też jego życie – zginął rozstrzelany podczas wojny domowej w Hiszpanii… Wiersze Lorci śpiewa się do dziś jako osobny gatunek flamenco (lorquenas).

Tymczasem Manuel de Falla sprawił, że hiszpańska muzyka stała się rozpoznawalna na świecie, używając w swoich kompozycjach melodii flamenco. W balecie p.t.: „Czarodziejska miłość” de Falla po raz pierwszy zaaranżował muzykę flamenco na orkiestrę. Premiera odbyła się w Londynie w 1914 r. Kolejny balet De Falli p.t.: „Trójgraniasty kapelusz” odniósł już większy sukces, ale dopiero po tym, jak, za radą Siergieja Diagilewa, de Falla wprowadził do swojego dzieła bardziej energiczne formy flamenco. Sam Diagilew miał duże zasługi w rozpropagowaniu flamenco na świecie. W 1921 r. włączył do programu swojego zespołu „Le ballet Russe”, występującego w Paryżu, pokaz flamenco w aranżacji niemal wprost jak z hiszpańskiej karczmy. Scenografie i kostiumy zaprojektował Pablo Picasso. Wśród flamencos panuje opinia, że dzięki takim ludziom, jak Lorca, flamenco nie zaginęło i zachowało tożsamość, na tyle, że w drugiej połowie XX w. nadeszło jego bujne…

…ODRODZENIE.
Właściwie dopiero przegląd w Kordobie w 1956 r. rozpoczął tzw. renesans flamenco (okres neoklasyczny), w którym sztuka ta powoli zaczęła poszukiwać korzeni, a przy tym też nowych inspiracji. Znalazła je w kulturze latynoskiej i w balecie, w muzyce jazzowej i orientalnej. Flamenco zaczęło ewoluować w kilku kierunkach jednocześnie, udowadniając, że nie jest muzealnym folklorem, ale żywą sztuką. W 1957 r. otwarto Katedrę Flamencologii w Jerez de la Frontera. W latach 50-tych niejaki Carlos Saura podjął pracę jako fotograf festiwali flamenco w Granadzie i Santander. Sam chciał zostać tancerzem. Po pierwszej lekcji nauczycielka poradziła mu jednak, by lepiej zajął się czymś innym. Saura nie zarzucił swojej pasji i wyrażał ją w późniejszych latach, reżyserując filmy poświęcone flamenco („Krwawe gody”, „Carmen”, „El amor brujo”, „Sevillanas”, „Flamenco”, “Iberia”).

W 1959 r. dwunastoletni Paco de Lucia otrzymał specjalną nagrodę w konkursie Festival Concurso Internacional Flamenco de Jerez de la Frotera. Tak zaczęła się światowa kariera tego gitarzysty, który zrewolucjonizował technikę gitary flamenco. Zresztą sama gra na gitarze (toque) jest we flamenco wszechstronnym środkiem wyrazu, dysponując przeszło 40 technikami prawej ręki (gitara klasyczna liczy sobie 8). Początki tego instrumentu sięgają XV w. oraz hiszpańskiej cytry i lutni. De Lucia zafascynowany muzyką latynoską, klasyczną i jazzową otworzył dla gitarzystów nieograniczone możliwości harmoniczne i rytmiczne. Wprowadził do świata flamenco brzmienie peruwiańskiego cajón oraz elektrycznej gitary basowej. Na nowo zinterpretował muzykę dawnych kompozytorów (np. Manuela de Falii) oraz nagrał ścieżkę dźwiękową m.in. do filmu Saury p.t.: „Carmen”. Za swoje osiągnięcia de Lucia otrzymał w 2007 r. tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Kadyksie.

FLAMENCO DZISIAJ…
…rozbrzmiewa instrumentami rodem z Arabii, Indii, Peru i Bali. W ciągu ostatnich 30 lat nowe formy tańcu flamenco nadali m. in.: Antonio Gades, Joaquin Cortes, Antonio Canales, Christina Hoyos, Javier Baron, Eva la Yerbabuena, Sara Baras, Belen Maya, Laura del Sol, Lola Flores, Farruco. Wielu  z nich występowało w filmach  Carlosa Saury, współtworząc ich pulsujący erotyzmem klimat. Obrazy te rozreklamowały flamenco na świecie. W latach 1936 – 1975, gdy władzę sprawował generał Franco, hiszpański folklor i flamenco stały się towarem eksportowym. Flamenco dotarło wówczas z jaskiń Sacromonte na sceny Narodowego Baletu w Madrycie. Tancerze klasyczni i flamenco puro zaczęli wzajemnie poznawać sekrety swoich sztuk. W ten sposób powstało baile classico (classico español), nauczane do dziś  jednocześnie z flamenco puro w niemal wszystkich szkołach flamenco, zwłaszcza na północy Hiszpanii. Fuzja baletu z tańcem andaluzyjskich Cyganów jest tak samo znana, jak kontrowersyjna. Fani czystego flamenco odnoszą się zwykle do niej z dużą rezerwą. Ale należy pamiętać, że dzięki tej mieszance stylów, takie ikony  flamenco, jak Christina Hoyos czy Antonio Gades zaistniały w Narodowym Balecie.

Koniec dyktatury generała Franco otworzył szeroko flamenco na egzotyczne fuzje z rozmaitymi gatunkami tańca i muzyki. Tak zaczęło się flamenco nuevo, które święci dziś triumfy, fascynując zwłaszcza młode pokolenie. Do rozwoju tego nurtu przyczynił się Paco de Lucia oraz efemeryczne zespoły: „Veneno” (1977 r.) i „Triana” (1974 – 1983), które z sukcesem ożeniły flamenco i rock. W 1979 r. Camarón de la Isla, legendarny dziś śpiewak flamenco, nagrał płytę „La leyenda del tiempo”, inspirując się poezją Garcia Lorci oraz… jazzem i popem. „Chambao” połączyło flamenco z muzyką elektroniczną, a formacja „Pata Negra” nazwała wymownie swoją twórczość – „blueslería” na cześć bluesa i jednej z najpopularniejszych palo w świecie flamenco, bulerías.

Współczesne projekty sceniczne nadal wtapiają we flamenco jazz, rock i salsę ale też odważnie muzykę arabską, brazylijską lub hiphop. W projekcie „Indialucia” polskiego gitarzysty Michała Czachowskiego brawurowo spotkało się flamenco z motywami indyjskimi. Tak samo, jak we Flamenco Natyam wykreowanym przez Hiszpankę La Conję i Hinduskę, Rajikę Puri. W 2007 r. w paryskim Casino de Paris miał premierę spektakl „Apocalypse”. Około 130 tancerzy flamenco i  hiphop z rozmachem ułożyło  razem na jego potrzeby choreografie, aby pokazać, że Romowie i Afroamerykanie, którzy stworzyli hiphop, mają ze sobą dużo wspólnego. Obie te grupy do dziś bywają dyskryminowane, a swoje smutki i  radości wyrażają także przez własną sztukę. Jeszcze innego smaku flamenco nabiera w ribal. Ta młoda forma powstała w USA w latach 90-tych XX w. na fali odrodzenia się filozofii tańca orientalnego, jako wyrazu kobiecej witalności. Tribal jest wypadkową tańca brzucha i flamenco wraz m. in. z: bharatanatyam, bhangrą, poppingeom i tańcem hula.

Reżyser Carlos Saura od lat ekranizuje głównie taniec i muzykę różnych części świata. Natomiast inny reżyser – Tony Gatlif, w całej swej twórczości opiewa kulturę Cyganów, niezależnie od tego, czy żyją oni w Radżastanie czy pod Paryżem. Gatlif jest urodzonym w Algierii francuskim Romem. Interesuje się kinem od dzieciństwa, kiedy to jezuici organizowali czas dzieciom ulicy takim, jak on, rozdając im słodycze oraz wyświetlając filmy na rzutniku. Muzyka w filmach Gatlifa zawsze jest pierwszoplanowym aktorem. W obrazie p.t.: „Vengo” Gatlif ułożył paradokumentalną mozaikę tańca (baile), wirtuozerii gitary (toque), śpiewu (cante) i przede wszystkim stylu bycia Cyganów z Andaluzji (Gitanos). Realizmu przydał udział w tym filmie wielkich artystów flamenco, jak Antonio Canalesa.

Za najlepszych obecnie tancerzy flamenco uznaje się Saras Baras i Joaquin Cortesa. Sara Baras naukę zaczynała pod okiem mamy, a od tego czasu współpracowała z twórcami teatru, mody i kina, np. z Carlosem Saurą. W 1999 r. występowała w filmie „Mission impossible 2” z Tomem Cruisem w roli głównej. Prezentowała się też na wybiegach w strojach i biżuterii Cartiera oraz hiszpańskich projektantów. Cortes w hiszpańskim Balecie Narodowym dotarł do kategorii solisty. Stworzył własny eklektyczny styl w oparciu o flamenco, balet i taniec współczesny. Sam Michael Jackson brał u niego lekcje tańca.

Współcześnie taniec flamenco osiągnął bez porównania wyższe niż niegdyś walory techniczne. Podstawą jest zawrotnie szybkie wystukiwanie rytmu butami na obcasach (zapateado), z hojnym wykorzystaniem ruchu rąk, ciała i charakterystycznych figur bazujących na obrotach (vueltas).

KRĘTE ŚCIEŻKI…
historii flamenco sprawiły, że sztuka ta rozwija się dziś w trzech postaciach. Kręte – jak dzioby flamingów. Podobno właśnie od tego gatunku ptaka pochodzi słowo „flamenco”. Po prostu niektórym badaczom ekscentryczne stroje i ruchy tancerzy kojarzą się z flamingami. Baile classico to hiszpański balet z włoskimi naleciałościami. Tancerze trzymają w nim dumną i smukłą postawę wraz z wyciągniętymi wysoko rękami. Zresztą konieczne w baile classico jest klasyczne przygotowanie taneczne i opanowanie po mistrzowsku gry na kastanietach. Kobiety używają tylko delikatnie ruchu bioder. W przeciwieństwie do flamenco puro, gdzie ruch ciała rąk przebiega po spontanicznie łamanych liniach. Puro jest formą najbliższą cygańskim korzeniom flamenco. W tym nurcie taniec jest zawsze solowy oraz bardziej improwizowany niż zamknięty w choreografii, a wykonuje się go np. w Andaluzji, choćby podczas rodzinnych i religijnych uroczystości. Niektórzy puryści negują kastaniety, mimo że widać je na wielu fotografiach tancerzy z początku XX w. Flamenco nuevo to najmłodszy nurt we flamenco o początkach w latach 70-tych XX w. Odrzuca tradycyjne kostiumy, kastaniety, wachlarze i chusty (mantón). Natomiast muzycy, na czele z tymi, z formacji „Ojos de Brujo”, swobodnie mieszają flamenco ze wszystkimi stylami muzyki.

Zazwyczaj twórcy flamenco nie osiągają mistrzostwa, nie osiągają Duende, gdy są młodzi, najbardziej szybcy i sprężyści. Trzeba na to czasu. Trzeba ćwiczyć i zbierać doświadczenia – dobre i złe, te boskie i pogańskie, by pogłębiać swoją emocjonalną dojrzałość. Być może więc flamenco jako sztuka również nie pokazało jeszcze wszystkich swoich możliwości?

Mariusz Kusion

Feria de Abril - reportaż

Posted by admin On Kwiecień - 4 - 2011

Zdarzyło się to w pewien weekend majowy. Z przyjaciółmi postanowiliśmy w skondensowanej formie przybliżyć sobie uroki Portugalii i hiszpańskiej Andaluzji.

Od jakiegoś czasu flamenco było w moim życiu więc cichutko marzyłam, że może przyjrzę się gdzieś na żywo eksplozji temperamentu potomków wypędzonych z Indii Cyganów.

Błyskawicznie pochłonęliśmy Lizbonę, chłodzoną azulejos, ciasno splątaną liniami tramwajowymi, rzewną od fado i ruszyliśmy w kierunku Sewilli- serca Andaluzji. Wczesnym wieczorem, smagani lekko nagrzanym o tej porze roku powietrzem, otuleni przejrzystym pomarańczowym światłem stanęliśmy u jej progu.

I wtedy znalazłam się jakby w absurdalnie logicznym śnie, w którym kluczem danym mi od losu otworzyłam zaczarowany świat flamenco.

Po uśpionych, górskich miasteczkach otoczyła nas sceneria barwnych korowodów, odświętnie ubranych w sewilskie stroje ludzi, rozbawionych, śpieszących konno, w powozach, samochodach, pieszo, mijanych przez zupełnie nie zaintrygowanych przechodniów.

Jak na planie filmowym gigantycznej produkcji o kulturze flamenco.

W hotelu recepcjonistka z uśmiechem otworzyła nam oczy. Trafiliśmy na ostatni dzień największego, co rocznego festiwalu w Andaluzji- Ferrii de Abril.

Łapiemy taksówkę i od tej chwili wszystko zaczyna pulsować radosnym rytmem sewilian, nawet taksówkarz wybija palmas o kierownicę.

Przechodzimy przez oświetloną, każdego roku inaczej, olbrzymią bramę, udekorowaną specjalnie na tę właśnie okazję.

Na wielohektarowym placu, podzielonym: pasażami odmiennie zaaranżowanych otwartych pawilonów, wesołym miasteczkiem, drobnymi stoiskami festynowych dobrodziejstw rozgrywa się niezwykłe widowisko.

Robię zdjęcia. Wybór kadru jest zbędny. Wszędzie jest cudownie fotogeniczne w swej ekspresji i magicznym obliczu flamenco.

Zalewa mnie lawina kolorowych falban, przetykana rytmem kastanietów i wrzawą radujących się ludzi.

Mam wrażenie, że chłonę barwy i kształty wszystkimi zmysłami: smak kolorowej kratki, ciężar kropek w różnych rozmiarach, zapach falban. Kompletne odurzenie.

I ten wszechobecny taniec: wśród biesiadujących w pawilonach, spacerujących, stojących w kolejce, łasych na watę cukrową. Starsi dystyngowanie, młodzież przy zrobionym ze skrzynki po owocach kahonie. Nawet maluchy ze smoczkami, rozdarte pomiędzy brodzeniem w kurzu, a oglądaniem fajerwerków.

Czuję, że tez muszę zatańczyć. Zatańczyć sewilianę, z prawdziwym Hiszpanem na fieście w Andaluzji.

W rozedrganym tłumie dostrzegam mężczyznę. Jest taki jaki powinien być- w średnim wieku, średnio przystojny, w za dużym niedbałym garniturze. Ale ma w sobie tę trudną do zdefiniowania dzikość i ten rytm.

Nieśmiało proponuję taniec, tłumacząc, że jestem z Polski, że się uczę, że … i już tańczymy.

Tylko jedną, tylko pierwszą ale w ekstazie rzucam mu się na koniec na szyję.

Jestem szczęśliwa, spełniona. Piszę do Marty: „Jezu tańczę”. Ona odpisuje „Wszystkim, Wszystkim będę opowiadała”.

Flamenco jest dla mnie jak ciastko z kremem widziane przez dziecko na wystawie, ale wtedy w Sewilli weszłam na chwilę do cukierni.

Anna Godlewska

dsc_0151dsc_0267dsc_0268dsc_0269dsc_0275