“Tribal Bellydance”, czyli „plemienny taniec brzucha” zwany jest też „świętym tańcem kobiet”. W obu nazwach jest coś „trafionego”, coś niepokojąco bliskiego, znajomego, a równocześnie niedoścignionego… w naszym współczesnym życiu.
Tkwimy w systemie, w którym trudno doszukać się czasu i przestrzeni dla tańca samego dla siebie, albo dla siebie nawzajem, albo tylko po to, by podkreślić chwilę. Nasz czas przepełnia obsesyjna pogoń za zdobywaniem przedmiotów lub kolekcjonowaniem przyjemności i satysfakcji. Naszą przestrzeń zalewa strumień informacji. Każdego dnia przyjmujemy ich setki lub tysiące słuchając radia, grzebiąc w Internecie, mniej lub bardziej świadomie przesuwając wzrok po mijanych wzdłuż drogi billboardach, odbierając telefony, faksy i maile, gapiąc się telewizor. To one, informacje, mówią nam jakie przedmioty powinniśmy nabyć i które satysfakcje są aktualnie na topie. Mniej lub bardziej subtelnie jesteśmy skłaniani do udziału w tej grze, zarówno jako producenci, jak i konsumenci. Wiara, że wszystko można kupić, kwestią jest jedynie cena, przyprawia nas o ból głowy i bezsenność. Gdzieś w środku czujemy, ze coś jest nie tak i słowa: „plemienny” i „święty” brzmią, lub jawią się jak przebłyski bliżej nieokreślonej pamięci, jak… nadzieja. Dla Paliki Benton słowa te oznaczają głębokie, osobiste, zintegrowane społecznie wartości, które mogą przeistoczyć się w relację pomiędzy ludźmi, oraz pomiędzy ludźmi i przyrodą, zdolne do tego, by uratować planetę, w tym nasze dusze i nasze ciała.
Dla większości z nas nasze stopy i dłonie rzadko dotykają ziemi. Nie mamy wpływu na sposób wytworzenia żywności, którą jemy. A nasza ludzka rodzina rozrasta się w coraz bardziej zdezintegrowaną masę. Żyjemy coraz dalej od swoich rodziców, dziadków, ciotek i wujków i kuzynów.
Normy kulturowe są pod wpływem przesytu indywidualizmu we wszystkich jego przejawach, indywidualizmu w sensie iluzji samostanowienia o osobie i wspinania się ponad innych w nieustannym, chorobliwym współzawodniczeniu. Wydaje się niemal niemożliwe, żeby nie uczestniczyć chociaż w jednym „wyścigu” po dobra, po zaszczyty, satysfakcje. W tym szaleństwie przychodzi taki moment, kiedy robi się niedobrze i okazuje się, że tak naprawdę pragniemy znaleźć się we wspólnocie, która pracuje i bawi się razem oraz pomaga sobie nawzajem w trudnych chwilach. Chcemy przynależeć do grupy „pokrewnych dusz”, która jest lojalna, opiekuńcza, przyjazna i zespolona, w której każdy jest zainteresowany dobrem wszystkich. Obsesja indywidualizmu: ja, ja, ja, niekończące się absorbowanie ku sobie, dogadzanie w wysiłkach spełniania fizycznych, psychicznych, mentalnych i emocjonalnych zachcianek, żeby nie powiedzieć żądz, jest początkiem czucia się pustym, duchowo i psychiczne.
Coś w słowach „plemienny” i „ święty” jest jak odpoczynek, jak wybawienie lub ulga. Słowa te są jak zaklęcia dla autentyczności, prawdy, mocy, wspólnej odpowiedzialności za nasze miejsce, kraj, planetę, tożsamość i schronienie dla szerokiej rodziny, która oplata nas dookoła przez całe życie razem z naszymi dziećmi. Życie razem w zakorzenionej duchowości. Wewnątrz idei plemiennej jest codzienna, osobowa wspólnotowość, która jest głęboko nasycona wspólnym poczuciem sensu istnienia i pragnieniem bycia razem. Wyraża się w takich oto stwierdzeniach: „Znają nas i kochają, również my znamy i kochamy całą wielką rodzinę, do której należymy i w niej wzrastamy duchowo i materialnie. Będąc czynną częścią kręgu wspólnoty wspieramy grupę, a grupa wspiera nas. Jest to głęboko odczuwalne, kojące i pełne poczucia bezpieczeństwa. Zgadzamy się na pewne ograniczenia wolności, ponieważ ta indywidualna wolność jest często egoistyczna i niestabilna w czasie. Stawiamy wyżej empatię i służbę. Świat uświęcony wznosi nasze umysły i serca do wyższej świadomości, uwagi, ku temu, co jest teraz słuszne, co ignoruje przemoc, nie szkodzi Ziemi, jako całości.”
Czyż nie tęsknimy za tym, by być członkiem miłującej się grupy, zobowiązanej wobec siebie odbudować więź z Ziemią? Zwolnienie tempa oraz praktykowanie wdzięczności i pokory, to jak bezcenny klejnot w koronie naszego życia. Palika uświadamia, że taka jakość życia nie może wyniknąć z obecnie obowiązujących w społeczeństwie, materialnych i politycznych zasad i układów. One są z gruntu rzeczy, mówiąc językiem komputerowym „niekompatybilne”. Mamy jednak w sobie pamięć, prawdziwą naturę, która pozwoli nam przeżyć, uratować się i zaadaptować w sposób słuszny i odpowiedni do naszego nowoczesnego mózgu, ciała i rodzących się w nim emocji.
Jaka w tym rola tribal bellydance? Przez „święty taniec kobiet” w zupełnie unikalny sposób praktykuje się jedność i poddanie perfekcyjnej synchronizacji każdej osoby z grupą, w danej chwili, używając intuicji, intencji komunikowania się i poruszania jako jedna istota bez choreografii, która miałaby cokolwiek narzucać. Tancerki używają najstarszych elementów bellydance należących do szamanek rozumiejących świętość narodzin, związek pomiędzy ciałem, umysłem, duchem i łonem. Taki uświęcony taniec przypomina o przynależności do żyjącej Ziemi. Tribal Bellydance to taniec narodzin, taniec naszych najwcześniejszych przodków, którzy akceptowali magiczną i boską istotę - naturę kobiecości, dzięki której kobieta krwawiła w synchronizacji z innymi kobietami w swoim klanie, w ciemności z misterium księżycowym i nie umierała poprzez swoje krwawienie. ONA była naszą pierwszą boginią, ponieważ jej ciało wydawało życie i troszczyło się o kontynuację ludzkiego gatunku.
ATS (american tribal style) uczy repertuaru izolowanych i warstwowych ruchów miednicy, torsu, brzucha, klatki piersiowej, rąk, nadgarstków, ramion, głowy, wzorów kroków, zgodnie z bogatym „słownikiem”. Ruchy same w sobie zawierają najprostszą geometrię: kręgi, spirale i ósemki, które wywodzą się z rdzenia, z miednicy, z kręgosłupa, a wykonywane razem, w grupie wiodą ku większemu ludzkiemu plemieniu na głębszym metafizycznym poziomie. Praktykując ten rodzaj ruchów w środowisku medytacji, modlitwy, wizualizacji, wgłębiania się, uwalniania, dyscypliny i bezwarunkowego wsparcia dochodzi do dostrojenia się na wielu poziomach, jak tylko prawdziwie współżyjący ze sobą potrafią od prawieków. Praktyka w efekcie prowadzi do „rozmowy” językiem ruchów, zachodzącej w absolutnej harmonii poprzez czytanie najsubtelniejszych wskazówek takich, jak zmiana ciężkości, energii, intencji, czy wprost fizycznych sugestii. Taka rozmowa jest ujednoliconym ruchem, kompletnie improwizowanym sukcesem płynięcia. Tancerki poruszają się „bez szwów”, od jednej kobiety do drugiej, prowadząc siebie nawzajem i podążając za sobą, ufając w zobowiązanie dla dobra całej grupy ponad wszystko. W takim doświadczeniu, w takiej chwili wytańcowuje się perfekcyjną adaptację ku niepojętej rzeczywistości, jaką jest życie, kierując zobowiązania ku wszystkim ludziom i wszystkim żyjącym istotom: kobietom, mężczyznom, zwierzętom i roślinom z intencją uzdrowienia rysy na wzajemnych relacjach.
Palika Benton prowadzi zajęcia Tribal Bellydance od 8 lat, dla około 80 uczniów tygodniowo. Twierdzi z przekonaniem, że spotkania te mają charakter praktyki duchowej. Palika wymienia jej aspekty: kreowanie wizerunku ciała, przywracanie szacunku wobec siebie, służenie innym, służenie Ziemi, wzmacnianie współczucia, pokory i zamiaru działania „dla życia”. Mówi: „Modlimy się żarliwie, żeby ćwiczyć intencję współczucia po to, by zmienić społeczne relacje, stosunki pomiędzy ludźmi i znaleźć sposób życia na Ziemi nie tylko zrównoważony, ale zakwitający w miłości, współodczuwaniu, obfitości różnorodności dzikiego życia biosfery. Chcemy być w zgodności materii i ducha. Ten pełen nadziei manifest modlitwy, jaki tworzymy we wspólnym ruchu, w jego dyscyplinie, jest całościowy w swoim celu, adresowany ku naszym wszystkim potrzebom: psychicznym, mentalnym i duchowym”. Na zajęcia przychodzą kobiety z przeróżnym bagażem doświadczeń na swych barkach: świeżo rozwiedzione, społeczne motyle, uzdrowicielki, nauczycielki, joginki, po porażkach finansowych i uczuciowych. Wspólnie się modlą, pocą, krzyczą, śmieją, uwalniają, dyscyplinują ciała. Otwierają umysły i dusze, odkrywają ciszę, rozmawiają, słuchają, oddychają… To jest taniec, który dla tych kobiet jest częścią każdego dnia, jak modlitwa, jak medytacja. Praktyka.
Przychodzą do kręgu różnorodne, a opuszczają go zjednoczone, ujednolicone, pełne nadziei, ze wspólnym umysłem, jednym umysłem. Trenują w dostrajaniu, maksymalnej atencji wobec siebie. To droga do osiągnięcia jedności ze światem, z kosmosem.
Obecnie Middle East, czyli „środkowo wschodni” taniec, w USA i Europie znaczy „orientalny”, a pod tą nazwą rozumie się egipski „kabaret”, mocno stylizowany, z rozbudowanymi partiami solo, o ile nie składający się z nich wyłącznie. Taniec ten we współczesnej historii istnieje nie dłużej niż 200 lat jako przedstawienie przed dużym audytorium. Jednakże jego korzenie są zupełnie folklorystyczne i sięgają neolitu, czyli absolutnego źródła kultury człowieka. „Kabaret” rozwijał się i ewoluował zarówno w czasie jak i w kierunku stylu całkowicie odmiennego od swych szamańskich korzeni. Będąc dalekim od uproszczeń trzeba wziąć pod uwagę wpływ kultury miast, obszarów zurbanizowanych na folklor. Kabaretowy, elegancki styl i kostium rozwinął się w odpowiedzi na zapotrzebowanie nowo powstałej grupy społecznej: mężczyzn posiadających tzw. czas wolny, przedstawicieli klasy rządzącej, która z chęcią odwiedzała, czy zamieszkiwała tereny kolonii. Zastałe zwyczaje, wiara i ostatecznie folklor często kolidowały z „nowoczesnością” imperialistów i ewoluowały z czasem tak, by spełnić ich oczekiwania.
Dla Paliki Benton, tancerki American Tribal Style kostium kabaretowy jest problematyczny. Kojarzy się raczej ze stylem klubów Las Vegas i mimo woli rodzi refleksje nie wolne od głęboko wrogich kobietom uszczypliwości. Niewątpliwie jego charakter wynika ze współczesnego kontekstu kulturowego. Kostium sam w sobie nie determinuje rodzaju tańca, jego wymowy i intencji. Ale rzutuje na fundamentalną ideę lub ostatnią historię. Fundamentalna idea to źródło, którego pierwsze wody trysnęły 8000 lat temu, to tańcząca kobieta - medium komunikująca społeczność z boginią. Ostatnia historia to coś zupełnie innego. „Tańcz, by sprawić mi przyjemność” – czyli patriarchalna tradycja tańca kobiet adresowanego przede wszystkim do męskiej widowni.
Bellydance jest erotyczny, pełen pasji i namiętności. Kanalizuje energię seksualną, ale jest czymś znacznie więcej niż to. „Odmawiam bycia zredukowana do kobiety obiektu, który po prostu wiruje na erotycznym pokazie dla zafiksowanych na sile, konsumpcji i egoizmie mięśniaków”- mówi Palika. Zmysłowość bellydance jest kreatywnym i ognistym źródłem oraz, jak powiedziała Carleena Nericcio : „podniecającym widowiskiem siły i piękna kobiety.” Współczesne kobiety znają i rozumieją niedawną historię tego tańca i jej odniesienie do kultury patriarchatu. Ale ponownie odkrywają swoją siłę i rację, prawdę o esencji, a ta jest zbawienna, pełna mocy i kreatywności. One tego chcą teraz. Bellydance wraca do swoich pierwotnych właścicielek, do kobiet.
Taniec etniczny i taniec inspirowany etnicznie oznacza formy taneczne, choreografie, style i kostiumy, które odzwierciedlają codzienne aktywności, sezonowe święta i ubiory, jakie nosi się normalnie w danej specyficznej kulturze. Wiele kroków i stylów „tribal” inspirujących bellydance pochodzi z tańców arabskich, tunezyjskich, z Indo - Azji, żydowskich, romskich, perskich, hiszpańskich, greckich i afrykańskich, od Beduinów, Tuaregów, Berberów, Turków. To regionalne style, które się zmieniają. Na dodatek za każdym razem tancerz tworzy choreografię, interpretuje i stylizuje trochę inaczej. Tak więc powstaje coś nowego, chociaż osadzonego w ściśle określonej tradycji. Dlatego termin „inspirowany taniec etniczny” nie oznacza czystego, oryginalnego tańca np. północno- afrykańskiego. Choćby dlatego, że tancerz nie tańczy tego tańca wiedziony codziennością tubylca. Bądźmy wdzięczni tym, którzy badają, spisują i dokumentują oryginalne style tańców. One są zagrożone i wymierają jak i inne przejawy tradycyjnych kultur miejscowych. Możemy z nich czerpać do własnych INSPIRACJI.
Błędem jest sądzić, że tylko oryginalny, nietknięty jakimikolwiek naleciałościami taniec przetransportowany do Ameryki np. z Maroka jest prawdziwym tańcem plemiennym. Tribal można odnaleźć nawet w hip hopie, labo, czy w jazzie i jest tym samym, czego można nauczyć się od rdzennych Afrykańczyków. Ludzie mają poczucie rytmu i intuicję. Wszyscy robimy właśnie to: poruszamy naszymi ciałami na całym świecie w ten sam sposób i z tych samych powodów. Autentyczność tribal zależy od intencji i kontekstu, w jakim jest uprawiany. Zatem nastolatki tańczące hip hop na czyichś urodzinach mogą tańczyć tribal pod warunkiem, że wyrażają wspólną jedność w swej intencji. Używanie terminu „plemienny”, czy „etniczny” w odniesieniu do tańca jest próbą, usiłowaniem odzwierciedlenia duchowych i materialnych wartości, które są charakterystyczne dla kultur o strukturze szerokiej rodziny żyjącej w harmonii z naturalnymi rytmami. Po prostu z ziemią. Przedstawiciele tych kultur tańczą o każdej porze roku, celebrując rytmy przyrody. Ubiory etniczne są kolorowe, naturalne, wyszywane, ręcznie wykonane a emanują stylem życia i wartościami zgoła odmiennymi od zachodnich.
Jest bardzo istotne, że chcąc nie chcąc sprzedajemy rdzenne tańce jako kolejną rzecz, towar. Bądźmy tego świadomi. 100 procent Ziemi to przecież kopalnia przeznaczona do eksploatacji. Więc kiedy się uczymy, naśladujemy i bawimy, tańcząc tradycyjne tańce do oryginalnej muzyki, ubierając się w etniczne kostiumy, bądźmy świadomi, że stajemy się dłużnikami, bierzemy to na kredyt od tych, do których to należy. Nie udawajmy, że pojmujemy np. taniec Beduinów. To niemożliwe dla większości z nas. Ważne jest, że wiemy i informujemy, skąd taniec, który nas zainspirował, pochodzi. Wszyscy jesteśmy członkami wspólnoty ludzkiej na ziemi, ludzkiego plemienia i nawet jeśli korzystamy z wątków tańców z innych kontynentów, to nie znaczy, że one nie mogą być prawdziwe w naszym miejscu.
Zawsze nazywałam taneczne ruchy Środkowego Wschodu i Północnej Afryki tańcem życia, albo tańczoną praktyka życia, ponieważ założenie, podstawa tych ruchów to koła, spirale i ósemki, najstarsze symbole, jakich w swej kulturze zaczął używać człowiek a ich źródło to dawanie, tworzenie życia. Ale prawda jest taka, że ruchy te: koliste, spiralne, ósemkowe, falowanie jak wąż, czy potrząsanie jak trzęsienie ziemi nie są stricte środkowo-wschodnie, czy pn-afrykańskie. One są oryginalne, wypływające ze źródeł, poprzez czas, kultury i kontynenty siejąc ziarna rewolucji i przypominając kobietom, że to one są szamankami kręgu życia. Taniec należy do każdej kobiety. Poprzez gloryfikację, uznanie, hańbę, profanację ten święty taniec narodzin i tworzenia ciągle płynie, jak rzeka, która miejscami jest widoczna, wielka i rwąca, za chwilę znika pod skałami, by pojawić się znowu dzika, nieokiełzana, albo spokojna i dostojna… Energetyczne procesy, jakie zachodzą w kręgach, kołach, spiralach i ósemkach harmonizują z fizyką kosmosu i kiedy poruszamy się w taki sposób, zgodnie z tymi figurami czujemy się w nim prawidłowo osadzone, doświadczamy uczestnictwa w życiu. Ruchy te nie posiadają kulturowej wierności, one po prostu są. Ta wrażliwość wślizgnęła się jak wąż do świadomości kobiet z miast na zachodzie, a nasza własna manifestacja świętego tańca rośnie i rozprzestrzenia się po kontynencie Ameryki i Europy.
Tribal Bellydance jest manifestacją kobiety świata Zachodu, która zanurzona w kapitalizmie, a zainspirowana antycznym tańcem Wschodu odkryła pustkę materialnego wzrostu, szuka i zapuszcza korzenie. Nie naśladujemy tańca Wschodu ani go nie kradniemy. My raczej odpowiadamy na wyzwanie naszego czasu i miejsca…
Marta Lelek na podstawie tekstu Paliki Benton