inter_taniec1

Olga Tokarczuk
Fragment książki „Bieguni”

Taniec brzucha
Kelner po jedzeniu podał pospiesznie kawę, a potem wycofał się w głąb sali, za kontuar; on też będzie patrzył.

Mimowolnie ściszyliśmy głosy, bo światła gasły miękko i między stoliki wbiegła młoda kobieta, którą jeszcze kilkanaście minut temu widziałam palącą papierosa na ulicy. Teraz stanęła pośród siedzących ludzi, potrząsnęła rozpuszczonymi czarnymi włosami. Miała mocno wymalowane oczy; jej stanik, na piersiach obszyty cekinami, mienił się jaskrawo, wszystkimi kolorami naraz, spodobałby się każdemu dziecku, każdej dziewczynce. Bransolety na rękach dzwoniły i brzęczały. Długa spódnica spływała z bioder do bosych stóp. Dziewczyna bardzo ładna, jej zęby błyskały biało, nierealnie, oczy rzucały śmiałe spojrzenia, pod którymi nie sposób usiedzieć bez ruchu, chciało się poruszyć, wstać, zapalić. Kobieta tańczyła w rytm bębnów, a jej biodra chwaliły się sobą, wyzywały na pojedynek każdego, kto tylko ośmieliłby się podważyć ich moc.

Jakiś mężczyzna podjął wreszcie to wyzwanie i odważnie stanął do tańca; to turysta, w bermudach, nie pasował do jej cekinów, ale starał się, kręcił biodrami z przejęciem, a jego kumple przy stoliku tupali i gwizdali, podnieceni. I jeszcze dwie młode dziewczyny ruszyły do tańca; w dżinsach, chude jak wióry.

Ten taniec w niedrogiej knajpie był święty. Tak to czułyśmy – ja i ta druga kobieta, moja towarzyszka.

Gdy zapaliło się światło, odkryłyśmy, że mamy oczy pełne łez i że zmieszane wycieramy je chusteczką. Żartowali z nas podochoceni mężczyźni. Lecz byłam pewna, że wzruszenie kobiet, które patrzyły na ten taniec, było krótszą drogą jego ogarnięcia niż podniecenie mężczyzn.

http://tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl